piątek, 19 października 2012

Fen






















nie wiem, czy wciąż na mnie czeka białe domostwo
nad ciepłym, sargassowym morzem. we śnie, który
stał się moim dwunastym domem odszedłem już
ciasnym zakrętem na zawietrzną, pod cumulus congestus


nie wiem, czy na mnie czeka biała jak koryncki popiół
dziewczyna. jej włosy w liściach winogron, strugach
po łodzikach, czy czekają na moją dłoń, aż zetrze
je cieniem w popiół szary, ten, na który nie jesteśmy gotowi?

raczej wołają mnie głosy wszystkich spalonych wiatrem,

ich uśmiech, słowa, którym przywrócono wagę. chcę teraz
odejść do ich czarnobiałego świata, zawsze o tym marzyłem,
a teraz tego chcę, panienko w błękicie, zajączku na twardówce

Pomimo muzyki, w której giną miękkie głosy

















myśl ułożyła pierś na piasku i niezauważenie
przesypała się przez brzeg jednoczęściową arią:
cały jestem twój. chciałbym zawołać Ciebie,
ale co to jest Ciebie, Twój, Ty, kim jesteśmy,

gigantami z wrzoścowych pyłków, zamkiem

neurotyka, unikaniem: pytań, zapachów i ciała?
- przesypuj ze mną kwiaty, szczenięta i arie,
te pojedyncze, i te, które połączył chór.

Tobie, Percy

środa, 14 grudnia 2011

Fen II



 
















pisałem kiedyś, że chciałbym przywrócić słowom wagę;
stało się, choć głoski pędzi rotor i recepturką
mierzą moje życie popaprańce po kałamarzu.
idźcie w chuj, tam, gdzie zawietrzna ścieli
najtęższy dym w dół zbocza. idźcie w chuj, do swych
wydawnictw, autorskich barów i zamieci.

w tym czasie przybiegnie do mnie królik panny ali, 
przyniesie mi moje żebro do pstrykieta, zachęci: 
dalej żenia, pokaż jak się bujasz, aligatorku. 
- przywróć wagę czynom! - zawoła syzyf i padnie 
pod wielką kupą łajna, mimo woli, oli i wąsa, 
a ty, panie krokodylu, zapomnij o pancerzu, ogonie, 
pazurach i pląsaj, hoduj skrzydła i hopsaj, hopsaj.